sobota, 10 października 2015

Dzień pierwszy...

Dzisiaj. Rok temu...
Adaś słabł z godziny na godzinę.
Właśnie na tą noc jak dzisiaj, wróciliśmy do domu, odsyłani kolejny raz ze szpitala w Basildonie.
Ostatnia noc szczęśliwej nieświadomości, jaką szykuje dla nas życie.
Za 10 godzin Adaś straci przytomność. Za 12 godzin lekarze powiedzą, że jest im przykro....
Czy kiedykowiek myśląc o tym dniu, nie stracę głosu, pamietając godziny dzielące nas między ryzykiem operacji a uchodzącym od kilku godzin życiem mojego dziecka. Nic nie wiedzieliśmy.
Tamtego dnia przestałam czuć głód, pragnienia, tęsknotę, ego...marzeniem jest przetrwać.
Tyle łez, tyle wylanych łez...
Jesteśmy. Dziękuję za ten rok.
Wiem, że pewnego dnia wróci do nas...szczęście....

Nigdy się synku nie poddamy...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz