czwartek, 14 lipca 2016

Neurolog i rehabilitacja 11-12 lipca 2016

W poniedziałek spotkaliśmy się z neurologiem. Byliśmy u Dr Kaliakatsos, którego doświadczenie na przestrzeni lat pracując z dziećmi z guzami pnia mózgu jest bardzo szerokie wraz z jego publikacjami na ten temat- ocenił stan neurologiczny Adasia, po ilości przeżyć jakie mieliśmy i po samym umiejscowieniu guza jako ...wspaniały :) Nasze chrząkania, mrugania, epizody padaczki, dokąd nie utrudniają nam życia, to terapie lekami, wprowadzane są w ostateczności. Przy wciąż małym dziecku, każde wyciszanie lekami, jeśli epizody zdarzają się kilka razy w roku, może zaburzać rozwój psychomotoryczny. Mamy jedynie nagrywać ataki, zachowania niepokojące i wysyłać na mail lekarzowi.
Następna wizyta ma być za pół roku, by ocenić stan z dzisiaj, a stan jaki będzie kilka miesięcy po chemii. W poniedziałek tez rano pobrano krew. Nareszcie krw. białe zaczynają rosnąć. Jeszcze nie bezpieczni, ale jesteśmy bardziej spokojni o odporność. Jest apetyt, jest siła, jest radość! :) 
Jeśli poniedziałkowe wyniki będą jeszcze wyższe, możemy nareszcie wyjść z domu na dłużej, nie tylko krótkie chwile w odludnych miejscach.  Spędzamy czas w naszym królestwie ogrodowym, produkcja lodów z plasteliny ruszyła :) Adasiowi podobają się zamki ostatnio. Szykujemy wycieczkę 23 lipca do Canterbury, by mógł podziwiać budowle. Nie będziemy mogli spędzić aktywnie urodzin Adasia 10 sierpnia, będzie ledwie tydzień po rozpoczęciu cyklu. Czas gdy będzie czuć się najlepiej, to ostatni tydzień lipca. Mamy więc nadzieję, na przychylność nieba bez deszczu, by spędzić wakacyjny tydzień...




 







We wtorek spotkaliśmy się z rehabilitantem. Muszę przyznać, że szpital w Basildonie pozytywnie mnie zaskoczył. W ciągu tygodnia od zgłoszenia, zorganizowano rehabilitacje. Mamy przykurcze lewej stopy i uda. Dokąd jest winkrystyna, małe są szanse na poprawę, a rehabilitacja przy występującym bólu stopy, nie będzie ani przyjemna, ani lekka. Istnieje szansa, że wiele z tego, co się teraz dzieje, jest winą chemii. Uderza w guza, uderzając jeszcze w wiele innych miejsc. Po zakończonej chemii, trzeba będzie ocenić straty wczesne...bo te pózne mogą pojawiać się przez lata. Najważniejsze, by guz nie rósł. Nie obawiamy się żadnej ułomności.
Przygotowują nas w GOSH, ze to możliwie ostatni cykl chemioterapii. Jeśli MRI za miesiąc pokaże wciąż wzmacniający się cień, organizm Adasia może już nie dać rady z chemią na kolejne cykle. Istnieje jednak zagrożenie, że guz szybko odrośnie po zakończonym leczeniu. Protonowa może dać nam tylko 2 lata (mowa jest o czasie wznowy między 9 miesięcy a 33 miesiące). Sytuacje sprzed 3 tygodni, były jak sygnał ostrzegawczy. Mamy nadzieje, że poprzedni cykl i ten przed nami, dobiją gada do końca...

Dziękujemy za napływające do nas kartki z życzeniami i prezenty!
Radości i wzruszeń nie ma końca !
Dziękujemy...







































 









2 komentarze:

  1. Oby wszystko poszło dobrze. Trzymam kciuki za wygraną walkę !

    OdpowiedzUsuń
  2. Adasiu, chętnie skosztowalibyśmy Twoich lodów:) Ściskamy Ciebie i całą Twoją rodzinkę! Codziennie modlimy się za Ciebie. Mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy i wspólnie pozwiedzamy zamki:)
    Buziaki!
    Magda - mama Piotrusia

    OdpowiedzUsuń